Lima,
wtorek, 09. 10. 20012, godz. 17.20 … no wreszcie… jest… wylądował.
Mała
delegacja, nieco zniecierpliwiona opóźnionym lotem, teraz czeka tylko aż
wyjdzie z sali odpraw. Tak, to on… zmęczony i nieco zdezorientowany cięgnie za
sobą swój dobytek. Wraz z nim jeszcze trzej, niczym Muszkieterowie idą razem
raźno przed siebie. Witamy na
peruwiańskiej ziemi. Po zmęczonych
twarzach już tylko wspomnienie - roześmiani zdają się oznajmiać wszem i wobec –
nie straszne nam wszelkie trudy. W
końcu to Misjonarze J
W
radosnej atmosferze zapakowaliśmy walizki do auta, no i w drogę. Limeński ruch,
zrobił na nich wrażenie, jak zawsze zresztą, dla tych którzy są tu pierwszy raz.
Po godzinie z hakiem byliśmy już przed motelikiem, gdzie mieliśmy się zatrzymać
na najbliższe dni. A te szykowały się nam „bojowo”. Plan był prosty. Przede
wszystkim załatwić wszystkie sprawy formalne w Urzędzie Emigracyjnym, co jak
już opisywałem na własnym przykładzie, nie jest wcale takie proste. Pewne było
tylko to, że jedziemy „do góry” w sobotę.
Po
kolacji i „rozmowach niedokończonych” trzeba było niestety iść spać, bo od rana
następnego dnia wizyta w Urzędzie. Krótka noc, szybkie śniadanie, wizyta u
prawnika celem podbicia i podpisania stosownych dokumentów i do Urzędu
Emigracyjnego. Noc była krótka - za to kolejka w urzędzie, jak zawsze –
dłuuuugaaa – i jak zawsze, na jednej się nie kończy. Tak wiec kolejka po
odpowiednie formularze, dalej ich wypełnianie, później kolejka do kasy, by
zrobić odpowiednie opłaty, zmiana pietra i kolejna kolejka, by złożyć
formularze. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek – długo by opowiadać, co i jak, ostatecznie jednak
szczęśliwie, po „dogrywkowych” kolejkach (chodziło o uzupełnienie brakujących formularzy i opłat),
udało się złożyć wszystkie papiery. Ufffffff…. Teraz tylko kolejka, by zrobić cyfrowe
zdjęcie, no i kolejka ostatnia, by odebrać Dokument: dowód dla obcokrajowca. Słowem, cały dzień „w plecy”, ale za to
wszystko załatwione pozytywnie i to jednego dnia!!! Wow.
Wszystko
co dobre, jednak kiedyś musi się skończyć. Sobota rano ostatnie wspólne śniadanie i każdy w swoją stronę – Misje
czekają. Po
ośmiu godzinach jazdy, ks. Dariusz stanął wreszcie przed drzwiami plebanii w
Pampas. Podróż zniósł bez żadnych problemów, co jest dobrym prognostykiem na
przyszłość – praca w wysokich Andach będzie mu służyć J. Przed plebanią czekała na nas mała
delegacja i tradycyjnie, powitała nowego misjonarza obsypując go płatkami róż i
życząc wszystkiego co najlepsze na nowym
miejscu.
Tak
oto Pampas ma już swego nowego Misjonarza – ks. Dariusza Flaka (diec. opolska)
Witaj w domu Bracie. Niech Bóg Ci błogosławi!
Bienvenido
Padre Dario J